Zaranie gospodarki światowej cz. 2

W takiej tylko, świadomej swej spoistości, zbiorowości ludzkiej rolnicy godzą się ostatecznie na cła ochronne dla produktów fabrycznych, ludność zaś miejska, bez wielkiego wprawdzie entuzjazmu – natura jest ułomna – dla zbożowych. Konieczność utrzymania coute que coute całości staje się pewnikiem dla każdego i wszystkich, i gospodarująca poszczególna jednostka

wznosi się stopniowo ponad poziom własnych potrzeb powszednich, ponad poziom dnia dzisiejszego, ponad indywidualną chęć życia i użycia. Jest to conditio sine qua non egzystencji gospodarki narodowej. Inaczej człowiek nie wyszedłby ze stanu pierwotnych szczepów; inaczej kultura i cywilizacja, którą się tak szczycimy, stałyby się zupełnie niemożliwe, zbędne i nielogiczne: zginęłaby bowiem pobudka do budowania, nie celem zadość uczynienia bezpośredniej doraźnej potrzebie, lecz dla przyszłości, dla ojczyzny, dla ludzkości.

Jest to proces stopniowy i idzie on równolegle, ba, nawet utożsamia się z tym, co nazywamy powszechnie postępem. Początkowo zaczynamy upatrywać zbiorowość, której homo oeconomicus swoje indywidualne interesy podporządkować jest gotów – w rodzie. Potem dochodzimy do pojęcia szczepu, gminy, wreszcie państwa. Jest to na razie najwyższa kategoria zbiorowości, dla utrzymania której każdy obywatel świadomie pewne ofiary ze swej bezwzględnej swobody gospodarczej składać musi i chętnie składa.

Comments

  1. By Reklama